bg

Kajetan Kajetanowicz: To jest jak sen dla mnie

autor: Łukasz Kuczera | 12 09 2019

Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: W Rajdzie Niemiec było podium. Zgodnie z planem?
*Kajetan Kajetanowicz, kierowca Lotos Rally Team: * Na pewno walczyliśmy jak lwy. Taki był plan. W rajdach samochodowych bardzo trudno jest wytypować wynik. To jest sport techniczny. Wbrew pozorom, sporo nie zależy od nas. Mamy dobre statystyki jako zespół. Zawsze dobrze się przygotowujemy. Mamy tendencję zwyżkową, jeśli chodzi o wyniki w każdym cyklu, w którym startujemy. Czy to były mistrzostwa Polski, Europy, czy teraz mistrzostwa świata. Coraz częściej jesteśmy na podium. Mamy też zdolność wyciągania wniosków i dlatego zmniejszamy prawdopodobieństwo niedojechania do mety z nie naszej winy.

Korsyka - podium, Sardynia - podium, Niemcy - podium. Szkoda tylko Argentyny i awarii samochodu.
Zawsze coś może się zepsuć, nawet jeśli jest to nowa rzecz. Tak jak chociażby podczas Rajdu Argentyny. Tam prowadziliśmy, a zepsuła się rzecz, która była dzień wcześniej wymieniana. Taki jednak jest ten sport. My staramy się minimalizować to ryzyko.

Ostatnie tygodnie to też zmiany rajdówek. Z VW Polo na Skodę Fabię i w drugą stronę.
Z moich informacji wynika, że dopiero przed Rajdem Walii (październik 2019 r. - dop. aut.) do VW Polo będą wprowadzone poprawki, które wyeliminują chorobę wieku dziecięcego. Nie jestem o tym przekonany, i to nie tylko ja. To jest nowa konstrukcja, która debiutuje w rajdach i rządzi się to swoimi prawami. Jednak Rajd Niemiec był asfaltowy i nie chcę powiedzieć, że był łatwy, bo takich rajdów nie ma, ale nie był trudny. Dlatego w Niemczech wróciłem do VW Polo.

Robert Kubica przed paroma laty był mistrzem świata w WRC2. Myśli pan, by iść jego śladami? Bo w tej chwili zajmuje pan piąte miejsce w klasyfikacji.
Gdybać nie można, ale gdybyśmy wygrali Rajd Argentyny, w którym prowadziliśmy i zepsuło nam się auto, to bylibyśmy na czele WRC2. Rajdy potrafią być przewrotne. My robimy swoje. Mamy jeszcze do zaliczenia trzy rajdy w WRC2, podczas gdy inni już kończą sezon i mają jedną imprezę do przejechania. Wszystko jest sprawą otwartą.

Za nami też Rajdowy Ustroń, czyli impreza, za sprawą której rodzinne miasto może podziękować Kajetanowi Kajetanowiczowi. Na ulicach kilka tysięcy ludzi. Spodziewał się pan, że tak potoczy się pana życie?
Na pewno nie. To jest coś wspaniałego. Temat jest wielowątkowy. Kibice to jedna część tego wszystkiego, niezwykle ważny element. Wyniki to druga część. To się gdzieś łączy. Nawet sięgając po raz drugi po tytuł mistrza Europy, nie sądziłem, że uda nam się zdobyć kolejny. Wierzyłem w to bardzo mocno, ale do momentu, gdy nie stałem na podium jako zwycięzca, to do mnie nie docierało. To jest jak sen dla mnie. Zaczynałem karierę od Fiata 125, potem było Cinquecento czy Seicento. Nie było mnie stać na to, by jeździć w rajdach. Dzięki ciężkiej pracy i wielu ludziom, moim partnerom i członkom zespołu jestem gdzie jestem.

Większość ludzi nie słyszała o Kajetanowiczu dziesięć lat temu, a może nawet kilka lat temu. Teraz robimy fajną robotę. Zdecydowanie największą, jeśli chodzi o Polskę w rajdach samochodowych. Jestem dumny z całego zespołu, bo Kajetanowicz sam nie istnieje bez członków teamu. W Ustroniu imprezę zorganizował mój zespół, ja właściwie tylko przyszedłem na miejsce. Jest to dowód na to jak potrafi funkcjonować team, bez poświęcania mojej bardzo dużej ilości czasu.

Wydaje się, że kierowca powinien być głównie od jeżdżenia.
Tak, ale nie jest to w 100 proc. możliwe, bo jednak nadal prowadzę zespół, ale bez niego jestem tylko kierowcą rajdowym, takim jak każdy.

Mamy też w Ustroniu Puchar Kajetana Kajetanowicza. Czy to jest tak, że szuka pan powoli następców?
To jest ciekawe, bo robiąc to co robię na 100 proc., czyli ścigając się w mistrzostwach świata, nie jestem w stanie poświęcić się szukaniu talentów czy ich rozwijaniu. Nie mam nawet wystarczającej ilości czasu dla rodziny. To jest trudne, bo otwieram oczy i myślę jak być szybszym. To jest mój cel, ale na pewno w przyszłości takie poszukiwanie talentów bardzo by mnie satysfakcjonowało.

Mówi pan o sobie jako o głowie Lotos Rally Team. Ile osób tworzy ten zespół i o jakich kosztach mówimy? Bo sądzę, że dla większości to pojęcie abstrakcyjne.
Team, w zależności od sytuacji, na rajdzie tworzy 20 osób. To są wyspecjalizowani ludzie i każdy zajmuje się czymś innym, ma swoją działkę. To są indywidualiści i nie jest łatwo pogodzić kogoś, kto ma swoje zdanie i mocny charakter. To jest jednak wspaniała sytuacja.

Rajdy są bardzo drogie i bez dużych budżetów nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Już na etapie mistrzostw Europy w grę wchodziły ogromne pieniądze. Cały sezon w WRC2 pochłania miliony złotych, ale ekwiwalent reklamowy i zwroty medialne są kilkunastokrotne.

Jest pan w trakcie drugiego sezonu w WRC2, ale nie wierzę, że nie ma już myśli o kolejnym. To jest tak, że w tym sporcie procentuje doświadczenie?
Ono jest kluczowe. Dlatego im szybciej można jeździć na danych odcinkach specjalnych, tym szybciej to zaprocentuje. Dowodem na to były mistrzostwa Europy. W pierwszym roku mieliśmy szansę walczyć o podium, ale wyeliminowały nas jakieś awarie i usterki. Potem przez trzy kolejny sezony byliśmy bezapelacyjnymi liderami. To nie znaczy, że nie mieliśmy rywali, ale wyniki były mocne. W mistrzostwach świata jest tak samo.

W zeszłym roku, podczas debiutu w mistrzostwach świata, wystartowałem po raz pierwszy. I to w ledwie czterech rajdach. Mamy odległe kierunki jak Chile, Argentyna. Jest wiele imprez, których w ogóle nie zaliczyliśmy, a tam bazuje się na doświadczeniu. Dlatego chcielibyśmy się jeszcze pojawić tu i ówdzie.

Rajd Polski - do niedawna runda mistrzostw świata WRC, a wypadła z kalendarza podobno z powodu złego zachowania kibiców na trasie. Wiadomo jednak, że swoją rolę odegrały jednak pieniądze.
To jest wspaniały rajd. Pieniądze na pewno były ważne, ale nie chciałbym się bawić w politykę, bo jestem kierowcą rajdowym i patrzę na rajd z innej perspektywy. Wielka szkoda, że tej imprezy nie ma już w mistrzostwach świata. Jest za to rundą mistrzostw Europy i zobaczymy jaka będzie jej przyszłość. Na pewno jest miejsce na poprawę, jeśli chodzi o organizację i myślę, że działacze zdają sobie z tego sprawę.

Mamy mnóstwo kibiców rajdowych w Polsce. Mistrzostwa świata WRC są najczęściej oglądane właśnie przez Polaków i to jest niesamowite. Takie są dane, które nam dostarczają organizatorzy WRC. Dopiero za nami są chociażby Niemcy.

Mamy jednak długą tradycję, jeśli chodzi o rajdy.
Sobiesław Zasada, Krzysztof Hołowczyc, Janusz Kulig, Leszek Kuzaj. Kierowcy, którzy byli nie tylko szybcy, ale też mieli odpowiedni charakter.

Odnoszę wrażenie, że w pewnym momencie był zastój w polskich rajdach. Było pokolenie Hołowczyca czy Kuzaja, przerwa i nagle pojawił się Kajetanowicz.
Bo trudne mamy czasy. Każdy sport mierzy się z konkurencją w postaci internetu. Kiedyś było łatwiej przyjść chociażby na rajd, czekać na niego z utęsknieniem. Mamy więcej rozrywek. Jest taka dyscyplina sportu, że ludzie biją się po twarzy i czekają kto pierwszy zemdleje. Okazuje się, że to ma sporą oglądalność. Pytanie do czytelników, co jest sportem? Rajdy samochodowe, gdzie ścigamy się przez cztery dni, walczymy o ułamki sekund w temperaturze 60-70 st. C z tętnem 170 na minutę, czy faceci bijący się po twarzy?

Mierzymy się w obecnych czasach z czymś znacznie trudniejszym niż kiedyś. Dlatego było trudno się przebić i nadal jest. Samo jeżdżenie w rajdach jest tylko częścią tego, co robimy. Musimy robić znacznie więcej rzeczy, aby dotrzeć do sponsorów. Do nich się dociera przez takie imprezy jak Rajdowy Ustroń, na który przychodzi kilka tysięcy osób. Pamiętam, że dwa lata temu była tu ulewa, a przyszło tyle samo ludzi. I to jest coś wspaniałego.

uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.